Imperia duszy – fałszywi mistrzowie – duchowe fałszerstwa


Imperia duszy – ban guru…

Amerykańscy i indyjscy ban-guru budują nowe imperia duszy, używając metod sprawdzonych w wielkim amerykańskim biznesie monetarnym. W dawnych czasach osiągnięcie duchowej doskonałości kojarzyło się ze spartańskim stylem życia i zakonnym ubóstwem. Mistycy odrzucali wygody, a nawet – jak Gautama Budda – całe królestwa i zamykali się na lata w odosobnieniu oraz ascezie, by w ciszy medytować nad życiem i śmiercią. Nie dbali o poklask tłumów ani ilość wielbicieli. Uczniowie z wielkim trudem ich znajdowali i do nich dołączali, ujęci przykładem i mądrością mistrzów. Tak pisze się w wielu książkach o autentycznych mistrzach duchowych! Zdarzali się jednak awatarowie czy prorocy jak Kryszna, Mojżesz czy Aśoka, którzy pociągali całe narody i wygrywali wielkie bitwy.

Każdy ban-guru z ambicjami musi opracować coś, co w biznesie nazywa się unikatową cechą produktu. Maharishi Madesh Yogi miał medytację transcendentalną wyrwaną z kontekstu całej himalajskiej jogi. Śri Śri Ravi Shankar ukradł joginom z aszramu Sathya Sai Baba specjalną darmową metodę oddychania – można się jej nauczyć, także w Polsce, na komercyjnych kursach oferowanych przez jego sekciarską fundację Art of Living. Osho proponował „medytację dynamiczną” złożoną z czterech faz: rytmiczne oddychanie, krzyk i machanie rękami, podskoki oraz odpoczynek. Mother Meera pozwala się adorować przez oglądanie jej schizofrenicznej postaci, co oszukańczo nazywa darszanem. Mooji z Jamajki lubi turystyczno-erotyczne podróże do Indii ze swoimi seks-króliczkami. Vishwananda z Mauritius oparł się na chennelingu z Babaji, co w Indii uważane jest za rodzaj czarnej magii i satanizmu, ale zachodni New Age łyka temat bez zadławienia. Tak zwany Yogi Bhajan i jego sekta 3HO wmawia ludziom, że elementy religii sikhijskiej są kundalini jogą, co samo w sobie jest kłamliwym absurdem, ale ludzie kasę płacą i myślą,że są ekspertami od kundalini, chociaż są konwertytami nawróconymi podstępnie na religię sikhijską. Kasa płynie dużym strumieniem, postępów w rozwoju duchowym u adeptów zwykle brak lub są bardzo niewielkie. Zatem muszą jeszcze więcej płacić za rozliczne zajęcia. A nawet w chrześcijaństwie odpłatne odpusty krytykowano za komercję wieki temu. Ludzie ciągle są naiwni myśląc, że jak zajęcia droższe to lepsze.

Prawdziwi guru (mistrzowie, eksperci) starożytnego typu, otoczeni garstką wiernych mieszczącą się przy jednym ognisku, wciąż istnieją, lecz wiedzą o nich tylko nieliczni wtajemniczeni. Podobno mamy takich nawet w Polsce, ale trudno ich znaleźć bo nie reklamują się w skomercjonalizowanym fitnessie pod hasłami typu „joga-joga”, które zresztą z jogą nie mają oprócz nazwy zwykle nic wspólnego. Komercyjny rząd dusz sprawują dzisiaj menedżerowie-celebryci, sprawnie wykorzystujący media i najbardziej wpływowych wyznawców czy zwolenników. Dorobili się ponadnarodowej sławy oraz bajecznych, często miliardowych majątków. Trzeba oczywiście wziąć pod uwagę to, że ludzi jest znacznie więcej, zatem także wielbicieli i wyznawców różnych kultów jest liczebnie więcej, komunikacja jest łatwiejsza, zatem wrażenie wielkości i liczebności także, gdyż bez internetu nie słyszelibyśmy o większości mistrzów z Kalifornii, Azji czy Afryki. Wedle nauk indyjskich, prawdziwy mistrz (guru), nie ma więcej niż 10 tysięcy uczniów, których uczy bezpośrednio z ust do ucha, czyli metodą ustnego przekazu praktyk i tradycji. Kto 12 lat przebywa z mistrzem non-stop, żyjąc i pracując w drużynie mistrza, ten jest prawdziwym uczniem. Tylko z iloma osobami można żyć, mieszkać i pracować nieustannie przez 12 lat razem?

Szlak umasowienia i komercjalizacji jogi czy rozwoju duchowego przetarł z jednej strony zmarły przed trzema laty Maharishi Mahesh Yogi a z drugiej zamerykanizowany Śrila Prabhupada. Mahesh Yogi zaczynał jako sekretarz w jednej ze świątyń w indyjskich Himalajach, potem zajął się nauczaniem fragmentów wed, świętych ksiąg hinduizmu. Kiedy pod koniec lat 60-tych XX wieku znudzona protestami antywojennymi i wymęczona psychodelicznymi eksperymentami młodzież z Zachodu zaczęła „poszukiwać siebie” i masowo sprowadzać przewodników duchowych z Azji – hinduistycznych guru, rosich zen, lamów tybetańskich – Maharishi był już na miejscu. W 1959 roku przybył do USA, gdzie zaczął propagować medytację transcendentalną. „Nie ma pieniędzy, o nic nie prosi. Jego majątek mieści się w garści” – zachwycał się „Honolulu Star Bulletin”. Cztery dekady później należące do międzynarodowego konglomeratu Maharishiego nieruchomości wyceniano na 3,6-5 mld dolarów, jego osobisty majątek na miliard, a roczny dochód na 10 mln. Kontrolowana przez rodzinę mistrza Maharishi Group posiada m.in. szkoły, elektrownię słoneczną, farmy zdrowej żywności, fabryki biżuterii.

Dźwignią sukcesu Maharishiego był jego krótki związek z Beatlesami, którzy w 1968 roku – w szczycie sławy – ogłosili go swym nauczycielem i wyjechali do Riszikesz. Wrócili po kilku tygodniach ‚zniesmaczeni’ zakazem seksualnej rozwiązłości i ‚zakazem zboczeń’ ze strony mistrza, który nie dawał im bzykać się z Mią Farrow w aszramie, a także – jak wyznał John Lennon – ich „zainteresowaniem sławą, celebrytami i pieniędzmi”. Głównym źródłem dochodów firmy Maharishi Yogi są bardzo drogie kursy medytacji oraz darowizny. Głośny film Davida Sievekinga „David chce odlecieć” ujawnia, że po to, by dostać się na szkolenie dla radżów (lokalnych liderów), trzeba wpłacić milion dolarów. Reżyser rozmawiał z kilkoma odstępcami od transcendentalnej wiary, w tym amerykańskim wydawcą Earlem Kaplanem, który podarował 150 mln dolarów na budowę centrum medytacyjnego w Indiach, gdzie 10 tysięcy latających joginów miało zaprowadzić pokój na świecie. Sama medytacja transcendentalna jest bardzo dobrą techniką praktyki wyrwaną z kontekstu oryginalnych treningów duchowego rozwoju w jodze, takich jak radża joga czy krija joga, jednak ograniczenie się tylko do tej techniki nikogo nie poprowadzi na wyższe stopnie duchowego wzrostu!  Czytaj dalej

Swami Vishwananda – Słodkie Oblicze Złowrogiej Bestii


Swami Vishwananda – Seksualne Skandale, Gwałty, Nadużycia i Oszustwa

Trudno przewidzieć dlaczego w Polsce najbardziej popularni stają się osobnicy mający na swoim koncie przestępstwa i nadużycia takie jak molestowanie seksualne, gwałty, kradzieże i pedofilia. Czyżby to jakieś fatum nad Polską? A może z powodu rozpowszechnienia pedofilii i kazirodztwa, niejako z przyzwyczajenia ludzie na idola wybierają sobie kolejnego niebezpiecznego zboczeńca? Jeśli ktoś jest ofiarą molestowania seksualnego, a szuka jakiejś duchowej pociechy, powinien omijać tak zwanego Swami Vishwananda. To jeden z najbardziej kontrowersyjnych i niebezpiecznych liderów religijnych początku XXI wieku. Dziwnie popularny w Polsce i Niemczech…

Źródła Brytyjskie już od 2004 roku potwierdzają wcześniejsze doniesienia, że „Swami” Vishwananda miał wymuszać stosunki homoseksualne z młodymi chłopcami, którzy byli jakiś czas jego oddanymi uczniami. Wzburzyło to lokalną, liczną społeczność hinduistyczną! Większość osób tak molestowanych przez Vishwananda odeszło z jego pseudoreligijnego ugrupowania! Dla kultury hinduistycznej stosunki seksualne a tym bardziej homoseksualne mistrza z uczniami to zbrodnia gorsza niż morderstwo!

Sam Vishwam aka Vishwananda na użytek sądu w którym zawierał ugodę finansową ze swoimi ofiarami przyznał się do seksu z piętnastoma młodymi chłopakami w wieku 16-19 lat, którzy byli jego tak zwanymi brahmaćarisami. Przed sądem twierdził, że prowadził dla nich jedynie terapię seksualną polegającą na wspólnym masowaniu sobie narządów płciowych. Kilku z poszkodowanych chłopaków mówiło jednak przed sądem, że byli zgwałceni. Zasądzono w ramach ugody odszkodowania w wysokości 3 milionów funtów na rzecz ofiar. Prawnicy zboczonego pseudoswamiego zażądali zakazu pisania o sprawie oraz usunięcia przez ofiary wszystkich ich wpisów w internecie. Kiedy Vishwam zaczął zbierać pieniądze, to dokładnie na odszkodowania dla molestowanych i zgwałconych w Wielkiej Brytanii chłopców. Jednak nie wszystkie ofiary przystały na ugodę sądową. Kilka ofiar seksualnej przemocy ze strony Vishwama z Mauritius postanowiły, że nie wezmą pieniędzy, a będą ostrzegać przed nim kolejne pokolenia naiwnych jacy mogą wpaść w jego sidła. Dlatego sprawa molestowania seksualnego chłopców ciągle wypływa na powierzchnię, jako echo zboczonego pseudoguru…

Visham znany jako Vishwananda wygląda na duchowego oszusta, gdyż stał się uczniem Sathya Sai Baba, a potem porzucił tego swego mistrza duchowego, który nie. Visham ćwiczył się trochę w ćwiczeniach oddechowych wspomagających siły psychiczne służące własnemu ego i samozadowoleniu. W USA i Wielkiej Brytanii prawda o życiu i szkodliwych praktykach Vishwananda wyszła na jaw, stąd po okresie ekspansji obserwujemy od 2008 roku spadek zainteresowania tym zjawiskiem małpującym w zasadzie styl nauczania Sathya Sai Baba.

Wiosną 2008 Vishwananda przebywał jakiś czas w Aśramie Sathya Sai Baba, na co jest wielu świadków, także z Polski. Historia ta stała się głośna, pisała o niej nawet lokalna prasa indyjska w języku telugu. Vishwananda buńczucznie obrażał mieszkańców Ashramu w Puttaparti, twierdząc, że przybył tam „uratować dusze„. Po dwóch dniach został usunięty przez obsługę Ashramu na polecenie Śri Sathya Sai Baba. Ktoś to zamiast się uczyć przyjeżdża do Aśramu rozrabiać i zastępować Mistrza który tam jest, uważany jest w Indii za chorego psychicznie bufona, osobę o chorym ego, za opętańca, a także wysłannika sił asurycznych, czartowskich! Zwykle mówi się o tzw: „chorym ego”, „pomieszaniu zmysłów” etc. Tak wypadł ze swoją wizytą rzekomy Swami Vishhwananda czyli Visham z Mauritius. W Indii, w Prashanti Nilayam uważa się, że Vishwananda wspiera i przejawia nieaprobowane zachowania, takie jak seks homoseksualny z uczniami. Czytaj dalej